|
||||||||||
Szkolne Schronisko Młodzieżowe w Jabłonkach |
||||||||||
|
MACIEJ GRZEGORZEK - urodził się w 1975 roku w Bieszczadach. Jest absolwentem Wydziału Ekonomii Akademii Rolniczej w Krakowie. Jego wczesne zainteresowania przyrodnicze i fotograficzne już ponad 10 lat temu zespoliły się w jedno - przyrodniczą fotografię. Swój warsztat fotograficzny kształtował głównie na podstawie własnych doświadczeń. Jako uczeń był stypendystą Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci. W tym też czasie odbyły się jego pierwsze indywidualne wystawy: "Uroki bieszczadzkiej przyrody" - Bieszczadzki Dom Kultury oraz Sanocki Dom Kultury. Dzięki wsparciu Funduszu w 1991 i 1992 roku w podwarszawskim Jadwisinie zorganizował wystawę zatytułowaną "Bieszczadzkie piękno", którą obejrzeli m.in. Krzysztof Zanussi, Witold Lutosławski, Jacek Bocheński, Henryk Samsonowicz. W latach 1994-97 współpracował z redakcją miesięcznika Przyroda Polska, przekazując do publikacji swoje teksty i fotografie. Jego zdjęcia spotkać można w innych czasopismach przyrodniczych i na okładkach przewodników turystycznych. Najważniejszym źródłem inspiracji wciąż pozostaje dla niego Bieszczadzka Kraina, której urok postrzega w tym, że radość fotografowania połączyć tu można z łowami na grubego zwierza. Ważniejsze nagrody i wyróżnienia: 1989 - "Przyroda i Człowiek" Red. Prog. TV "Laboratorium" wyróżnienie 1992 - "Bieszczadzka zima" Red. Gaz. Bieszczadzkiej I nagroda 1993 - "Bieszczadzka jesień" Red. Gaz. Bieszczadzkiej III nagroda 1994 - "Ogólnopolski Konkurs Fot. Młodzieżowej" Bolesławiec wyróżnienie 1995 - "Ogólnopolski Konkurs Foto Eko" wyróżnienie 1996 - Konkurs Fotograficzny im. Wł. Puchalskiego Red. "Łowca Polski" wyróżnienie 1997 - Konkurs Fotograficzny im. Wł. Puchalskiego Red. "Łowca Polski" III nagroda 1998 - "Lato" Red. "Poznajmy Las" I nagroda "Jesień" Red. "Poznajmy Las" II nagroda 1999 - "Zimowe dzieła sztuki" Red. "Poznaj Świat" I nagroda
Poniżej opis spotkania z "królem gór" zamieszczonego na łamach Przyroda polska Jesień w Bieszczadach jest szczególnie piękna, wyjątkowego kolorytu nadają górskim szczytom pomarańczowo-żółte barwy bukowego lasu i srebrzyste kopuły połonin pokrytych morzem suchych traw. Jak co roku o tej porze z niecierpliwością czekam na rozpoczęcie jednego z najwspanial-szych widowisk we wschodniokarpackiej puszczy - jelenich godów. Jest 19 września. Pierwsze przymrozki sprzyjają rozpoczęciu rykowiska. Postanowiłem spenetrować dobrze mi znany masyw leśny u podnóży Łopiennika. Wyruszyłem przed świtem. Idąc leśnym traktem staram się porzucić tkwiące gdzieś w podświadomości jarzmo problemów cywilizowanego świata. Walczę z pośpiechem, pragnę zerwać okowy czasu i przestrzeni nie myśląc o miejscach, w których mnie nie ma, a są pewnie ciekawsze od tego, w którym jestem. Wiem, że tylko wówczas, gdy docenię sytuację, w której się znajduję, wtopię się w jej atmosferę - nie będę intruzem i natura może uchyli przede mną rąbka tajemnicy. Spojrzałem w niebo. Błękit. Pierwszy raz u schyłku tego lata wypogodziło się. Przebijające się promienie słońca rozproszyły się pomiędzy gałęziami buków kreśląc świetliste smugi. Fotografowanie tego pięknego, ale i krótkotrwałego zjawiska zdążyło pochłonąć mnie na tyle, iżdopiero ryk jelenia rozlegający się w okolicach pobliskiej przełęczy przypomniał mi o celu wyprawy. Bez pośpiechu kieruję się w jego stronę, posuwam się ostrożnie wytężając wszystkie zmysły. W pewnej chwili na tej samej ścieżce, którą idę, dostrzegam we mgle twardo stojąca sylwetkę. Jest ciemna, garb na grzbiecie, zaokrąglone uszy... Pierwsze i trafne od razu skojarzenie wywołało mocne dreszcze - niedźwiedź! czuję kulę w gardle i ucisk w żołądku, nie wycofuję się - chwilę czekam. Zwierz wpatruje się we mnie i ani drgnie. Biorę aparat fotograficzny, wziąłem nie ten - trzęsą mi się ręce (na szyi miałem zawieszone dwa aparaty i lornetkę). Sięgam poi właściwy, przygotowuję, wreszcie mam niedźwiedzia w wizjerze, lecz on w tym momencie odwraca się. Trzasnęła migawka. Niedźwiedź wycofał się rycząc. Wybiegał z lekkością na stromy brzeg ścieżki, mignął jeszcze cień między świerkami - koniec szoku. Powoli wraca czucie, włosy opadają... Teraz już "na spokojnie" powtórnie przykładam aparat do oka: zła ostrość, niewłaściwe parametry, mgła - ciekawe czy coś będzie widać na zdjęciu. Idę zaraz w stronę miejsca, gdzie stał, liczę kroki - niecałe 20! Jest godzina 8.00, jelenie ryczą nadal. W odległości kilku metrów od miejsca zdarzenia natknąłem się na świeżo splądrowane gniazdo os. Pozostały po nim tylko fragmenty plastrów z larwami i dziesiątki dorosłych owadów przemieszane ze świeżą ziemią - było to miejsce żerowania niedźwiedzia. Pozostawił on po sobie także pokaźnych rozmiarów stertę odchodów, w jej czarnej konsystencji widoczne były częściowo strawione osy. Wcześniej już widywałem na tym terenie zniszczone gniazda os, jednak ze względu na brak tropów przypisywałem to raczej borsukowi. Teraz już wiem, że nie tylko borsuk jest amatorem tego rodzaju przysmaków. W sezonie jesiennym, zanim niedźwiedzie w swoich gawrach zapadną w sen zimowy, intensywnie żerują i są bardziej aktywne w dzień. W tym też okresie najczęściej dają znać o swojej obecności ludziom. Przypominam sobie, iż w ubiegłych latach regularnie porywały padlinę wywożoną przez myśliwych na wilcze nęciska. Jeden osobnik (być może ten, którego spotkałem) zeszłej jesieni przez trzy kolejne noce odwiedzał zdziczały sad leżący w sąsiedztwie pobliskiej wsi. Po każdej wizycie przybywała pod gruszą pokaźna "kupa", a pień drzewa był coraz bardziej obdarty z kory. Wówczas w odchodach niedźwiedzia nie dostrzegłem obecności os. W tym roku osy występują niezwykle licznie, dlatego z pewnością częściej znajdują się w "jadłospisie" niedźwiedzia. Pozostając pod wrażeniem niezwykłego spotkania przypominam sobie słowa zawarte w artykule pt "Niedźwiedź król gór" ("PP" nr 9/96): "Zobaczenie niedźwiedzia w Bieszczadach to nie lada szczęście..." Wiem o tym doskonale i doceniam fakt, iż na własnej skórze mogłem doświadczyć bliskiego spotkania z mocarzem lasu zachowując ją bez szwanku. W drodze powrotnej uświadomiłem sobie, że dzisiaj poczułem się w lesie jak jego mieszkaniec, wyzbyłem się pośpiechu, zapomniałem o uporze, z którym starałem się nieraz zdobyć fotograficzne trofeum. Jak dawniej zacząłem dostrzegać piękno w rzeczach drobnych, może właśnie tym zasłużyłem sobie na spotkanie z Królem Gór. |
|||||||||